niedziela była takim niezwykłym dniem...
poranek zwyczajny, wesoło zapowiadał kolejny dzień, ale.....
- moje zmęczenie sięgnęło zenitu, ok 11.25 miałam uczucie opadającego na mnie ciśnienia- każdy krok przez chwilę wymagał największej siły- potem wystarczyła maksymalna koncentracja...
-
poniedziałkowa opowieść silnej osoby (!) wierzę jej w 100 procentach: niedzielny poranek był jakiś dziwny, nogi bolały mnie tak bardo, że odpuściłam, odpoczęłam. Nie mogłam ruszyć z miejsca, taka byłam zmęczona. . Ok. 10.30 już wszystko ruszyło do przodu...
- dziś czytam post
Kresowej Zagrody, i co mam pomyśleć? Jak zinterpretować fakty?
Czarne chmury krążyły dookoła, ciemność natury zaglądała przez okna, panikuję? przesadzam?
mieliśmy w tym czasie gości, magiczny czas, bardzo realne, prawdziwe odczucia zaskakiwały mnie, przemykały wokoło....
kto wie?