Rozmowa wieczorna z dalszą sąsiadką (ok. 20 godz.):
- może ktoś chciałby kota? Czysty, nauczony życia w domu?
- popytam, zadzwonię...
Dzwonię z pytaniem czy chce CP kota?
chce, rano na niego czeka, mają go do niej podrzucić.
Godz. 22.30
- telefonik: kot nie pojedzie, rozpacz Dziewczyn jest tak ogromna, że kot musi jeszcze kilka dni zostać.
Kilka dni później:
Kot może już jechać do nowych właścicieli, CP zmienia zdanie, chciałaby bardzo Irokeza od nas. Poczeka, aż podrośnie.
Wczoraj wieczorem telefonik (ok 20):
- ja cię błagam, ty mnie poratuj z tym kotem, może ktoś jednak chce kota?
- no dobrze podzwonię, popytam, dam ci znać.
Oddzwaniam: tak jest chętny przygarnąć kota
Tym razem kot w koszyku do transportu jest u mnie o 7.05 rano,
cóż życie....
nudno nie jest :), a kot będzie miał fajny nowy dom, opisuję sytuację, bo znam ja doskonale:
strasznie trudno rozstać się z małymi kotkami