Poczytałam, (czytaj kombinowałam, googlowałam itp.) i próbuję:
Filmpark Babelsberg
http://www.kaszubskiparkminiatur.pl/
Nivejka
Rancho w Dolinie
z jakiegoś powodu, nie mogłam wpisać nazwy Parku Miniatur, a dopiski za blogami podkreślały mi się jakby to był dalej link, ale obiecuję poćwiczyć.
P.S. Pięknie to może nie wygląda, ale ćwiczenia czynią mistrza. I będę mogła zapisać się na candy w rancho w dolinie
*******
Witam serdecznie, lecz..... pamiętaj- jesteś tu gościem. Internet jest dla wszystkich, tutaj jest moje miejsce.
I niech Ci się nie wydaje, że mnie znasz, bo mogę mieszkać na drugim końcu świata.... :)))
I niech Ci się nie wydaje, że mnie znasz, bo mogę mieszkać na drugim końcu świata.... :)))
środa, 31 sierpnia 2011
czwartek, 25 sierpnia 2011
Próba zamieszczania linków
niedziela, 21 sierpnia 2011
Kaszubski Park Miniatur
Zaplanowaliśmy dzisiaj wycieczkę. Zaplanowaliśmy, to może za wiele powiedziane. Tekst ok. 10 rano:
- jedziemy gdzieś?
- to sprawdź w internecie, park miniatur na Kaszubach, opowiadali o nim w radio.
Pozbieranie się zajęło nam ok. godziny. Wyruszyliśmy.
Na miejscu mały problem z parkingiem, niestety te nasze polskie oznakowania.
Park miniatur jest naprawdę maleńki. Można tam spędzić godzinę, najwyżej półtora, jeżeli zamierzamy tam zjeść posiłek lub zabierzemy własne jedzenie i mamy ochotę posiedzieć. Nam zajęło ok. 20 min. Miniatury ciekawe, ale mało miejsca pomiędzy nimi. Placyk zabaw, kilka ławek i stołów, łąka z plastikowymi figurkami z bajek i filmów, wymaga dopracowania. W minizoo są kozy, owce, kuce, kury i kaczki oraz świnki wietnamskie, osiołki i daniele. Można zajrzeć jeśli jest się akurat w pobliżu.
Oczywiście na miejscu okazało się, że wycieczka była źle zaplanowana. Zabrałam rozładowany aparat i udało mi się zrobić tylko 4 zdjęcia.. Kilka dobrych minut musiałam wysłuchiwać jaka to ze mnie gapa.
Zdjęcie tytułowe posta, to miniatura Krzywej Wieży z Pizy. ( Podejrzewam, że wszyscy i tak ją rozpoznali, chociaż zdarzają mi się takie zdjęcia prostych wież):))).
Kaszubski Park Miniatur
Mirachowo – Strysza Buda, pomorskie
ul. Kartuska 30
http://www.kaszubskiparkminiatur.pl
....
- za kropeczkami powinien być link do strony, ale niestety nie ma go :(, jeszcze żadna próba zamieszczenia linku w poście nie udała mi się. W niektórych postach mam podejrzanie puste linijki: to właśnie linki, których nie umiem poprawnie zamieścić.....A podobają mi się takie podkreślone i opisane tytułem...
niedziela, 17 lipca 2011
Sezon jagodowy
Niestety jagód w tym roku nie posmakowaliśmy. Na naszym terenie zmarzły w połowie maja. Trzy zimne( nawet do -7 stopni)noce, pozbawiły nas jagodowych przyjemności. Krzaczek borówki amerykańskiej obrodził za to wyśmienicie, na owoce musimy poczekać, aż dojrzeją.
Kurki w cenie ok 15 zł. Ulubiony niedzielny obiad: Ziemniaki, kotlet schabowy i sos kurkowy. Pycha.
Kurki w cenie ok 15 zł. Ulubiony niedzielny obiad: Ziemniaki, kotlet schabowy i sos kurkowy. Pycha.
poniedziałek, 11 lipca 2011
10.07
"Siedmiu Braci przepowiada, ile tygodni popada"- 10.07
Wprawdzie było wczoraj, ale ciekawe czy sprawdzi się ludowa przepowiednia.
Jaka pogoda w Siedmiu Braci Śpiących, taka przez siedem tygodni następujących.
- bezdeszczowo, ciepło, ale nie upalnie.
czwartek, 30 czerwca 2011
Wakacje nie dla wszystkich
Niestety wakacje nie dla mnie. Dla nas sezon w pełni i te miesiące przed nami, to czas wytężonej pracy. Odpoczywamy po sezonie.
Jak każdego roku maksymalnie staram się wykorzystywać maj i czerwiec aby wypocząć i naładować baterie. Bilans 2011:
- małe przyjemności w postaci grill-owej, najczęściej jak się da
- wyjazd do Poczdamu i niezapomniana wizyta w Parku Babelsberg
- zlot gwiaździsty
- spływ Brdą
- przyjazd znajomych
- bardzo udana czterdziestka, chociaż solenizantka wciąż twierdzi, że ma 18
- oczywiście Jana 2011
- zaplanowany na jutro biwak, który nie dojdzie do skutku z powodu nieciekawych prognoz pogody
- i zaplanowany w przyszłym tygodniu jeszcze jeden spływ, jeśli pogoda dopisze
Nie jest źle, taki Sajgon też trzeba było przetrzymać.
wtorek, 28 czerwca 2011
Jak to Jana świętujemy…
Od kilku już lat te czerwcowe imieniny, traktujemy jako okazję do wspólnego świętowania. Grill, piwko i dobra zabawa. Dzieciaki mogą się wybiegać, wyszaleć i w ten dzień nikt ich nie wygania do spania. W tym roku zebrało nas się przeszło 40. Sala w głębokim lesie, miejsce na grill, ognisko, ławeczki i stoły na placyku przed salą.
Wszyscy zjawili się na miejscu w szampańskich humorach i biesiadowaniu nie było końca.
Nie mogliśmy się nagadać, nacieszyć. Atmosfera dobrej zabawy. I jeszcze znaleziona przez E. stara, naprawdę stara, podkowa na szczęście. Ale niestety zabrał ją do domu, chociaż muszę się przyznać- miałam na nią chrapkę.
Scenki:
* Pan nieźle wybawiony:
-Ale mi się trafił szaszłyk, sama cebula.
-Sama cebula? Niemożliwe?
-Brązowa cebula, czerwona cebula, zielona cebula….
…. I po co przez 3 godziny nabijałam na wykałaczki mięso, paprykę i ogórki?
* Pan też nieźle wybawiony:
-tym razem też płynę z wami na spływ ( poprzednio wymigał się), ale tak załatw, że moja pasażerka popłynie za darmo!- hm, też bym tak chciała.
* Pomysł I. aby w kieliszki nalać Pomorzanki dla żartu. Nie do wszystkich, tylko 3/5. Ubaw był po pachy. Niewinnie jeszcze chciała im polać Pomorzankę do zapicia ;)))))))
Wszyscy zjawili się na miejscu w szampańskich humorach i biesiadowaniu nie było końca.
Nie mogliśmy się nagadać, nacieszyć. Atmosfera dobrej zabawy. I jeszcze znaleziona przez E. stara, naprawdę stara, podkowa na szczęście. Ale niestety zabrał ją do domu, chociaż muszę się przyznać- miałam na nią chrapkę.
Scenki:
* Pan nieźle wybawiony:
-Ale mi się trafił szaszłyk, sama cebula.
-Sama cebula? Niemożliwe?
-Brązowa cebula, czerwona cebula, zielona cebula….
…. I po co przez 3 godziny nabijałam na wykałaczki mięso, paprykę i ogórki?
* Pan też nieźle wybawiony:
-tym razem też płynę z wami na spływ ( poprzednio wymigał się), ale tak załatw, że moja pasażerka popłynie za darmo!- hm, też bym tak chciała.
* Pomysł I. aby w kieliszki nalać Pomorzanki dla żartu. Nie do wszystkich, tylko 3/5. Ubaw był po pachy. Niewinnie jeszcze chciała im polać Pomorzankę do zapicia ;)))))))
środa, 15 czerwca 2011
Strzelanie z wiatrówki
Możemy powiedzieć: zawody strzeleckie
Potrzebne są:
Po pierwsze (i najważniejsze) kilku facetów.
Po drugie: wiatrówka, a najlepiej dwie. Można porównywać: ta mocniejsza, ta słabsza, ta celniejsza, z tej aż dymek leci, ta dyktę przebije itp. Oczywiście koniecznie gruby marker i to jeszcze zanim zdążą się panowie pokłócić, że to najbliższe 10 przebicie jest tylko i wyłącznie jego, a reszta to tylko poza tarczę.
Po trzecie: może być jedna babeczka, ale nie więcej, i tak nie mogła się dopchać do kolejki. Jej kolej jakoś zawsze minęła niezauważona. Jak już udało się jej strzelić, to i komentarzy było bez liku. A to poza tarczą, a to dajcie jej coś wypić, to lepiej trafi. A w końcu łaskawe: możesz stanąć bliżej. Poszło jej całkiem dobrze, chociaż „ego” nie przyznali tego.
Po czwarte: może być starsze dziecko, które też chciałoby strzelić do tarczy. Najlepiej, jednak, gdy pobawi się śrutem, ewentualnie załaduje go do wiatrówki.
Po piąte: obserwator płci wiadomej mający wszystko na uwadze
- uwaga strzelają
- uwaga nie strzelaj, bo idą do tarczy
- uwaga nie dwie razem, bo się wam śrut skrzyżuje
- uwaga nie podchodź itp..
Zabawa polega na tym, że wszyscy próbują strzelić do tarczy i trafić w 10. Po zakończeniu kolejki, czasem, gdy strzały nieudane- dwóch kolejek, wszyscy niedbale przechodzą do celu strzałów. Niedbale, to tak ogólnie powiedziane, widać, że niektórzy pobiegliby na łeb na szyję. Ale działa prawo stada. I tak przez około godzinę. Strzelanie- spacerek, strzelanie- spacerek. Oczywiście spacerek nie miałby sensu gdyby nie było widowni. Pojedyncze osobniki rzadko sprawdzały celność.
Jednym słowem: wieczór bardzo udany, wybawiliśmy się całkiem nieźle, chociaż każdy na swój sposób.
smaczki rodzinne:
Lubisz wodę, piasek i słońce?
To możesz zatrudnić się przy betoniarce.
wtorek, 14 czerwca 2011
Kajakowe straty.
Spływ kajakowy to nie tylko same przyjemności, proza życia i tu ma pole do popisu.
Więc:
- zgubiony 1 telefon komórkowy ( przed wyjazdem na spływ zostawiony z wrażenia na masce samochodu, odleciał w siną dal. Aparat starej daty, nr telefonu odzyskany z sieci po 4 dniach. Szkoda tylko numerów tel. na karcie, bo to jakby część życia- nie wszystkie odzyskane po kilku dniach.)
- szok wycieczkowy w postaci: -nie „zakluczyłem” samochodu: komórki, dokumenty, nasze rzeczy. Po spływie okazało się, iż auto było doskonale zamknięte.
- 1 sztuka obuwia rozmiar 33, służąca do wylewania wody z kajaka- było płytko, ale szybki nurt błyskawicznie porwał tenisówkę i ukrył pomiędzy leżącymi konarami starych drzew. Strata taka, że skończyła się dobra zabawa i przez chwilę było nudno. ( A co, ja tak mam tylko siedzieć w tym kajaku?)
- wylanie 1/3 zawartości puszki aluminiowej- trzeba było zwolnić ręce i przenieść kajak. Puszka popłynęła z nami dalej, ale płynu mi szkoda do dziś. Smakował wyjątkowo.
- odprysk na przedniej szybie samochodu. Podczas powrotu do domu, wypadł kamyk z jadącej przodem ciężarówki.
- 1 osoba, czerwona opalenizna rąk, dosyć piekąca przez 2 dni. Straty w postaci schodzącej płatami skóry.
Pomimo tego, chętni na następną wyprawę już umówieni. Jeśli uda się dopasować termin, to popłynie nas większa gromadka.
Więc:
- zgubiony 1 telefon komórkowy ( przed wyjazdem na spływ zostawiony z wrażenia na masce samochodu, odleciał w siną dal. Aparat starej daty, nr telefonu odzyskany z sieci po 4 dniach. Szkoda tylko numerów tel. na karcie, bo to jakby część życia- nie wszystkie odzyskane po kilku dniach.)
- szok wycieczkowy w postaci: -nie „zakluczyłem” samochodu: komórki, dokumenty, nasze rzeczy. Po spływie okazało się, iż auto było doskonale zamknięte.
- 1 sztuka obuwia rozmiar 33, służąca do wylewania wody z kajaka- było płytko, ale szybki nurt błyskawicznie porwał tenisówkę i ukrył pomiędzy leżącymi konarami starych drzew. Strata taka, że skończyła się dobra zabawa i przez chwilę było nudno. ( A co, ja tak mam tylko siedzieć w tym kajaku?)
- wylanie 1/3 zawartości puszki aluminiowej- trzeba było zwolnić ręce i przenieść kajak. Puszka popłynęła z nami dalej, ale płynu mi szkoda do dziś. Smakował wyjątkowo.
- odprysk na przedniej szybie samochodu. Podczas powrotu do domu, wypadł kamyk z jadącej przodem ciężarówki.
- 1 osoba, czerwona opalenizna rąk, dosyć piekąca przez 2 dni. Straty w postaci schodzącej płatami skóry.
Pomimo tego, chętni na następną wyprawę już umówieni. Jeśli uda się dopasować termin, to popłynie nas większa gromadka.
niedziela, 12 czerwca 2011
Inny świat
Taki tytuł przychodzi mi do głowy po spływie. Moje płynięcie do ostatniej chwili stało po znakiem zapytania. Jak niektórzy mówią: na trzeźwo do kajaka nie wsiądę. Przez 2 godziny nie odwróciłam się do tyłu ani razu. Nie mogłam też podziwiać przyrody. Widziałam tylko przód kajaka i to na co za chwilę wpłyniemy. A na dodatek podobało mi się i wiedziałam, że to jest to. Płynąc rzeką znalazłam się w innym świecie. Rzeka ta sama od iluś tam lat, łąki te same, drzewa z każdym rokiem starsze, ale przepiękne. Nie było komórki, wszystkie sprawy i kłopoty zostały za nami. Tu i teraz było najważniejsze, niesamowite uczucie, jeszcze bardziej niesamowite wrażenia. Trzeba było zachowywać maksimum ostrożności, nurt czasem rwący, miejscami głęboko, w rezerwacie sporo przeszkód. Myśleć można było tylko o tym co się robi, jak przepłynąć dalej, nie wywrócić się, nie zmoczyć. Pełna współpraca z drugą osobą i zaufanie, że to wspólne machanie wiosłami, czasem ponad siły, doprowadzi nas bezpiecznie do końca trasy. Popłynę znowu, już powoli planujemy następny spływ.
Scenki:
Ostrożnie z życzeniami podczas spływu.
Pan mający ochotę na szklaneczkę czegoś „mocniejszego”:
- Jak bym miał teraz „krowę” to bym ją „wydoił”!
Wypływamy zza zakrętu, a tam na łące najprawdziwsza krasula stoi i smętnie na nas patrzy: może ktoś mnie wydoi?
Słońce przygrzewa dość mocno, wpływamy pod most, gdzie jest przyjemne, chłodne powietrze i cień przez chwilę.
Mówię: o ja, to mogę tu zostać…
Zaraz za mostem wpływamy na mieliznę i nie obyło się bez wypychania:)))
Trasa spływu:
- Nowa Brda – Obelisk Papieski (p. biwakowe)
- Folbryk- (p. biwakowe)
Rezerwat Przytoń
- Garbaty Most (miejsce na postój)
- Pakotulsko Dolinka przed mostem( tylko miejsce wodowania)
Czas: 6 godz.(z postojem w Folbryku)
Stopień trudności: całość trasy bardzo trudna (następnym razem przepłyniemy część do Garbatego Mostu, lub rozpoczniemy w Folbryku)
( stopień trudności- ocena subiektywna, dla osób pływających rekreacyjnie i od czasu do czasu, dla kajakarza ze stażem może to być bułka z masłem)
Długość: 15 km
wtorek, 24 maja 2011
Zlot gwiaździsty…
Przepiękna przyroda nad rzeką Brdą urzeka, chciało by się więcej i więcej i dłużej. Nawet wszędobylskie komary nie są w stanie popsuć cudownej atmosfery. Nastrój przygody, nowe doświadczenie w życiu potęgowało jeszcze bardziej dobry humor. Jeśli trafi się okazja wzięcia udziału w spływie kajakowym to korzystajcie, choćby tylko jako osoba wspomagająca lub przygotowująca ognisko. Wspaniały dzień na łonie natury doda sił każdemu. Nie, nie płynęłam tym razem, ale mam nadzieję, że to się zmieni.
Trasa spływu:
Stara Brda
Żołna
Nowa Brda
14 km.
niedziela, 15 maja 2011
Kolejny post
Słucham piosenek ustawionych na blogu. Więc moja stronka, cały czas wyświetla się na karcie. Niestety poprzedni post nie jest przeznaczony dla oczu ośmiolatki. Muszę go zastąpić nowym. Więc do dzieła.
Na wielu blogach czytałam o awarii bloggera, u mnie chyba działa. Nie chcę usuwać poprzedniego posta więc zastępuję go nowym.
Chęć napisania czegoś na blogu zwykle przejawia się w sytuacjach pesymistycznych, takie reakcje zauważyłam przynajmniej u siebie. Dlaczego tak się dzieje? Świat taki piękny, szczególnie w maju, gdy wszystko zakwita, pogoda dopisuje, wszystko się rodzi do życia.
Błysk napisania posta w radosnej chwili, jest tylko błyskiem. Post pesymistyczny zwykle ciągnie się za mną kilka dni. I tak wena mija, bo nie chcę tu zamieszczać ponurych sprawek.
Będzie dobrze, poczekam na rozwój wypadków. Przyjdzie czas, będzie rada.
Tym optymistycznym zdaniem kończę na dziś z uśmiechem :)
smaczki rodzinne:
- Przyjdzie czas, będzie rada.
- w zbychu
Niestety, objaśnień nie będzie, smaczki najlepiej wypadają w opowieściach rodzinnych
Na wielu blogach czytałam o awarii bloggera, u mnie chyba działa. Nie chcę usuwać poprzedniego posta więc zastępuję go nowym.
Chęć napisania czegoś na blogu zwykle przejawia się w sytuacjach pesymistycznych, takie reakcje zauważyłam przynajmniej u siebie. Dlaczego tak się dzieje? Świat taki piękny, szczególnie w maju, gdy wszystko zakwita, pogoda dopisuje, wszystko się rodzi do życia.
Błysk napisania posta w radosnej chwili, jest tylko błyskiem. Post pesymistyczny zwykle ciągnie się za mną kilka dni. I tak wena mija, bo nie chcę tu zamieszczać ponurych sprawek.
Będzie dobrze, poczekam na rozwój wypadków. Przyjdzie czas, będzie rada.
Tym optymistycznym zdaniem kończę na dziś z uśmiechem :)
smaczki rodzinne:
- Przyjdzie czas, będzie rada.
- w zbychu
Niestety, objaśnień nie będzie, smaczki najlepiej wypadają w opowieściach rodzinnych
piątek, 13 maja 2011
Jestem wściekła ?? !!
Czyli zła? Nie podoba mi się co próbują nam wcisnąć na siłę.
Moja ośmiolatka chodzi do pierwszej klasy. Od września zmieniają jej Wychowawcę. I próbują nam wcisnąć, że to nic takiego, że taka zmiana nie ma wpływu na dzieci.
Wydało się to przypadkiem i próbują rodziców przekonać, iż wszelki opór jest bezcelowy.
Wręcz to my będziemy winni, gdy jeden nauczyciel straci pracę. Nie ma dla niego innego etatu- tylko uczyć nasze dzieci. Więc dlaczego nie prowadzi klasy pierwszaków- trzeba było nam ją dać od września ub. roku. Dziś nie byłoby problemu.
Nasze dzieciaki trafiły na PEDAGOGA z prawdziwego zdarzenia. Pani w 100 % się sprawdza, a nawet więcej. Przekonała do siebie rodziców, dzieci ją uwielbiają.
Aż tu nagle, po cichu wydało, się, że 1-go września powita ich inna Pani, bo polityka, bo etaty.
Dzisiejsza wywiadówka była bardzo smutna i przygnębiająca. Wyjątkowo wytrwaliśmy półtora godziny i nikt nie miał ochoty iść do domu. Nie mamy pomysłu jak wygrać tą bitwę o nasze dzieci. Podobno zawsze najważniejsze jest dobro dziecka ?!.
Moja ośmiolatka chodzi do pierwszej klasy. Od września zmieniają jej Wychowawcę. I próbują nam wcisnąć, że to nic takiego, że taka zmiana nie ma wpływu na dzieci.
Wydało się to przypadkiem i próbują rodziców przekonać, iż wszelki opór jest bezcelowy.
Wręcz to my będziemy winni, gdy jeden nauczyciel straci pracę. Nie ma dla niego innego etatu- tylko uczyć nasze dzieci. Więc dlaczego nie prowadzi klasy pierwszaków- trzeba było nam ją dać od września ub. roku. Dziś nie byłoby problemu.
Nasze dzieciaki trafiły na PEDAGOGA z prawdziwego zdarzenia. Pani w 100 % się sprawdza, a nawet więcej. Przekonała do siebie rodziców, dzieci ją uwielbiają.
Aż tu nagle, po cichu wydało, się, że 1-go września powita ich inna Pani, bo polityka, bo etaty.
Dzisiejsza wywiadówka była bardzo smutna i przygnębiająca. Wyjątkowo wytrwaliśmy półtora godziny i nikt nie miał ochoty iść do domu. Nie mamy pomysłu jak wygrać tą bitwę o nasze dzieci. Podobno zawsze najważniejsze jest dobro dziecka ?!.
piątek, 8 kwietnia 2011
Ku pamięci....
Być kobietą po 40-stce.
Niestety fakt dokonany. Nikt i nic nie ma już na to wpływu. Ten wiek ma i swoje dobre strony. Jestem bardziej świadoma, co jest w życiu ważne. Zwracam większą uwagę na rzeczy, które dziesięć lat temu wydawały mi się nie istotne, niepotrzebne. Ogólnie nie jest źle, więc uśmiech i poczucie humoru niech towarzyszy nam codziennie.
Aby nie zapomnieć, kilka słownych „smaczków” rodzinnych:
- w dowsi
- ceepen
- nisówki
- maszynka
- Isia zobacz Misia
Niestety, objaśnień nie będzie, bo najlepiej wypadają w opowieściach rodzinnych
Niestety fakt dokonany. Nikt i nic nie ma już na to wpływu. Ten wiek ma i swoje dobre strony. Jestem bardziej świadoma, co jest w życiu ważne. Zwracam większą uwagę na rzeczy, które dziesięć lat temu wydawały mi się nie istotne, niepotrzebne. Ogólnie nie jest źle, więc uśmiech i poczucie humoru niech towarzyszy nam codziennie.
Aby nie zapomnieć, kilka słownych „smaczków” rodzinnych:
- w dowsi
- ceepen
- nisówki
- maszynka
- Isia zobacz Misia
Niestety, objaśnień nie będzie, bo najlepiej wypadają w opowieściach rodzinnych
wtorek, 22 lutego 2011
JAK ROZPOZNAĆ WYLEW?
W niedzielę byliśmy z wizytą u Cioci Trudzi, która jest po wylewie i nie odzyskała już mowy i sprawności fizycznej.
JAK RATOWAĆ W WYPADKU WYLEWU KRWI DO MÓZGU?
Specjalista neurolog twierdzi, że gdy pacjent znajdzie się pod jego opieką w przeciągu trzech godzin, to jest możliwość całkowitego wyleczenia efektów wylewu. Sztuka polega na rozpoznaniu objawów i postawieniu prostej diagnozy w ciągu tych trzech godzin.
JAK ROZPOZNAĆ WYLEW?
Często jest trudno rozpoznać objawy. Udar mózgu może być krwotoczny (wywołany wylewem krwi do mózgu) lub niedokrwienny (wywołany zatrzymaniem dopływu krwi do mózgu). Właśnie brak wiedzy może mieć fatalne skutki, jeżeli osoby w pobliżu nie wiedzą jak rozpoznać objawy wylewu.
Lekarze uzgodnili prostą metodę jak rozpoznać wylew
stawiając trzy pytania:
1. poproś by pacjent się UŚMIECHNĄŁ,
2. poproś by pacjent PODNIÓSŁ OBYDWIE RĘCE DO GÓRY,
3. poproś by pacjent POWTÓRZYŁ PROSTE ZDANIE
(np. dzisiaj jest ładna pogoda),
jeżeli osoba ma trudności z jednym z tych zadań, wzywaj natychmiast karetkę pogotowia (reanimacyjną) i opisz objawy.
Lekarze zauważyli, że właśnie tym sposobem nawet laik potrafi zauważyć takie objawy jak: niepełnosprawność mięśni twarzy, brak sił w rękach i trudności z mową.
Lekarze zwracają się do wszystkich, by każdy zapamiętał te trzy podstawowe testy. Rozpowszechnienie tych trzech zdań umożliwi szybką diagnozę, wcześniejsze leczenie i uniknięcie trwałego kalectwa.
Podziel się tą wiadomością.
Ona może uratować czyjeś życie.
Kopiowanie dozwolone,
a umieszczanie na blogach wręcz zalecane.
JAK RATOWAĆ W WYPADKU WYLEWU KRWI DO MÓZGU?
Specjalista neurolog twierdzi, że gdy pacjent znajdzie się pod jego opieką w przeciągu trzech godzin, to jest możliwość całkowitego wyleczenia efektów wylewu. Sztuka polega na rozpoznaniu objawów i postawieniu prostej diagnozy w ciągu tych trzech godzin.
JAK ROZPOZNAĆ WYLEW?
Często jest trudno rozpoznać objawy. Udar mózgu może być krwotoczny (wywołany wylewem krwi do mózgu) lub niedokrwienny (wywołany zatrzymaniem dopływu krwi do mózgu). Właśnie brak wiedzy może mieć fatalne skutki, jeżeli osoby w pobliżu nie wiedzą jak rozpoznać objawy wylewu.
Lekarze uzgodnili prostą metodę jak rozpoznać wylew
stawiając trzy pytania:
1. poproś by pacjent się UŚMIECHNĄŁ,
2. poproś by pacjent PODNIÓSŁ OBYDWIE RĘCE DO GÓRY,
3. poproś by pacjent POWTÓRZYŁ PROSTE ZDANIE
(np. dzisiaj jest ładna pogoda),
jeżeli osoba ma trudności z jednym z tych zadań, wzywaj natychmiast karetkę pogotowia (reanimacyjną) i opisz objawy.
Lekarze zauważyli, że właśnie tym sposobem nawet laik potrafi zauważyć takie objawy jak: niepełnosprawność mięśni twarzy, brak sił w rękach i trudności z mową.
Lekarze zwracają się do wszystkich, by każdy zapamiętał te trzy podstawowe testy. Rozpowszechnienie tych trzech zdań umożliwi szybką diagnozę, wcześniejsze leczenie i uniknięcie trwałego kalectwa.
Podziel się tą wiadomością.
Ona może uratować czyjeś życie.
Kopiowanie dozwolone,
a umieszczanie na blogach wręcz zalecane.
wtorek, 1 lutego 2011
Sąsiadkę mam
Dzwonek do drzwi. Wchodzi PANI R.
Dzień dobry, dzień dobry. Wymiana zdań.
Gdy mamy wychodzić PANI R. jeszcze szybciutko zagląda do MOJEJ kuchni
- o jaki dobry obiad będziecie dziś mieli
- tak..
- no frytki, tak lubię frytki pieczone we frytkownicy
- nie, frytkownicy to my nie mamy
- aha, ta frytkownica tak dużo oleju bierze, piekę tylko raz w miesiącu.
Na stole stała miska z pokrojonymi w półksiężyce ziemiakami, będą zapiekane kartofelki w piekarniku, polecane na kilku blogach :)
Dzień dobry, dzień dobry. Wymiana zdań.
Gdy mamy wychodzić PANI R. jeszcze szybciutko zagląda do MOJEJ kuchni
- o jaki dobry obiad będziecie dziś mieli
- tak..
- no frytki, tak lubię frytki pieczone we frytkownicy
- nie, frytkownicy to my nie mamy
- aha, ta frytkownica tak dużo oleju bierze, piekę tylko raz w miesiącu.
Na stole stała miska z pokrojonymi w półksiężyce ziemiakami, będą zapiekane kartofelki w piekarniku, polecane na kilku blogach :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




